Recenzja książki „Legalny doping” Doroty Traczyk

Co prawda, nie specjalizuję się w dietetyce sportowej, ale Dorotę, autorkę książki, o której mowa w tej recenzji, obserwuję od lat. Jej blog dieta-sportowca.pl to prawdziwa skarbnica wiedzy i praktycznego spojrzenia na odżywienie, co ciekawe – przede wszystkim, ale jednak nie tylko dla sportowców. Podobnie jest też z książką „Legalny doping – naturalna dieta dla aktywnych”, wydaną w 2018 roku przez wydawnictwo Publicat.

Tytuł daje do zrozumienia, że pozycja skierowana jest do osób aktywnych fizycznie, ale czy tak jest w rzeczywistości?

Cieszy oko
To, co na pewno zwraca uwagę w pierwszej kolejności, to okładka i piękne zdjęcia, które możemy znaleźć w środku. Zawartość jest bardzo kolorowa, co moim zdaniem spełnia ważne zadanie – podświadomie zachęca i motywuje do lepszego odżywiania i zainteresowania się tematem zdrowego stylu życia.
Pokazuje, że mamy wybór
Podoba mi się to, że bez względu na to, jakie zagadnienie jest poruszane, Dorota pokazuje dwie strony medalu bez podejścia na zasadzie „tak jest dobrze, a tak źle”. Przykładowo już w początkowych rozdziałach zaraz po omówieniu wszelkich najpotrzebniejszych narzędzi i wzorów do oszacowania własnego zapotrzebowania, rozstrzygana jest kwestia dotycząca ilości posiłków w ciągu dnia. Dorota robi to w sposób, w którym porównuje wady i zalety każdej opcji. Natomiast finalny wybór, która z nich jest lepsza, zostaje w rękach czytelnika. I to jest super! Bo każdy z nas jest inny, a do diety nie należy podchodzić zero-jedynkowo.
Mity i niedomówienia żywieniowe nie mają szans
W książce znajdziemy odpowiedź na pytanie, dlaczego diety odchudzające nie działają (swoją drogą bardzo trafną, z którą zgadzam się w stu procentach), ale co ciekawe – również jak przytyć, bo wbrew pozorom zdrowe przybieranie na masie ciała jest nierzadko wskazane, a bardzo trudne do osiągnięcia. Dowiemy się też co nieco o dietach alternatywnych takich jak np. paleo czy wegańska, suplementach diety i optymalnym rozkładzie makroskładników (białek, tłuszczy, węglowodanów) w zależności od obranego celu/ dyscypliny sportowej.
.

 

Dla sportowców, jak i nierzadko dla osób, które aktywność fizyczną traktują tylko (albo aż?) jako hobby, takie zagadnienia jak: posiłki okołotreningowe, okno węglowodanowe, czy indeks/ładunek glikemiczny, mają spore znaczenie. Wszystkie wymienione (i wiele więcej) zostały opisane przez Dorotę w Legalnym dopingu. Każda strona jest wręcz naszpikowana wskazówkami i ciekawostkami, które bez cienia wątpliwości zainteresują każdego, nawet kogoś kto sport obserwuje z własnej kanapy i z pilotem w dłoni. By wiedza zawarta w tej publikacji stała się jeszcze łatwiejsza do wprowadzenia w życie, mnóstwo informacji zostało przedstawione w formie wygodnych, przejrzystych tabel. Rewelacja!

Po teorii przychodzi czas na… praktykę w kuchni

A na koniec… wisienka na torcie. Dosłownie i w przenośni!
Legalny doping to nie tylko teoria, to również pokaźny zbiór przepisów, które nie wymagają posiadania ani umiejętności kulinarnych z kosmosu, ani produktów, które ciężko znaleźć w sklepach, a samo spojrzenie na fotkę sprawia, że ślinka cieknie!

A podsumowując…

Niezwykle podoba mi się to, że w książce podana jest bibliografia wszelkich źródeł, z których pochodzi wiedza przekuta na przystępne rady opisane prostym, zrozumiałym językiem. Wśród wielu miałkich pozycji o żywieniu, znalezienie takiej, której po prostu nie można nic zarzucić, graniczy niemal z cudem. Aż tu nagle niespodzianka! Nic dziwnego, że Legalny doping zbiera same pochlebne recenzje! To lektura, którą mogłabym polecić w zasadzie każdemu.

I właśnie idąc tym tropem, w mojej opinii książka będzie doskonałym wyborem dla początkującej osoby, która właśnie staje przed wyzwaniem zmiany nawyków żywieniowych, jak i tych, którzy chcą samodzielnie zrzucić kilka zbędnych kilogramów, ale również sprawdzi się w przypadku pierwszorocznych studentów dietetyki, czy młodych ludzi, nastolatków, którzy są na co dzień bardzo aktywni fizycznie. Jednym słowem na podsumowanie: WARTO!

 

Dodaj komentarz